...co nieco o śmierci...

            Śmierć od zawsze stanowiła ważną część rozważań europejskich pisarzy. Odkąd tylko pojawiło się słowo pisane, ludzie snuli rozważania nad jej sensem oraz nad losami człowieka po śmierci. Na przestrzeni wieków kobieta z kosą była wybawicielką od ziemskiego cierpienia, jak i karą za grzechy oraz tragedią, która zabiera wszystko, bez względu na pochodzenie czy status społeczny. Charakterystyczne jest, że z jednej strony śmierć uważana była za przepustkę do niebiańskiego raju, a z drugiej bliscy zawsze opłakiwali zmarłego zamiast cieszyć się z jego szczęścia. W całej loterii, jaką jest życie zawsze tylko śmierć stanowiła pewnik, cel, do którego zmierza życie każdego człowieka. Można prowadzić rozważania nad istnieniem Boga, czy życia po śmierci, lecz sam fakt śmierci i opuszczenia tego świata przez każdego jest niezmienny, pozostaje stałą w równaniu chaosu Wszechświata.
            Zwykle motyw śmierci ujawniał się w epokach, w których górowały wiara, dusza i uczucie. Właśnie ta myśl zajmowała bardzo ważne miejsce w literackim dorobku średniowiecza. Już od XI w. pojawiły się teksty określane mianem contempus mundi, w których ukazywana była marność rozkoszy i wspaniałość doczesnego świata wobec nieubłaganej śmierci, która dosięgnie każdego człowieka.
Śmierć była na porządku dziennym, obcowało się z nią niemal bez przerwy, warto wiec było poznać prawa jej dotyczące i przygotować się na nią samemu. W XIII wieku zaczęto przedstawiać spotkania osób żywych ze zmarłymi oraz dialogi, jakie podejmuje z człowiekiem upresonifikowanym śmierć.
            Do najdawniejszych testów, z których przedstawiano rozmowę człowieka ze śmiercią należy anonimowy wiersz zatytułowany „Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią”. Wiersz ma formę dialogu, a przedstawienie wyglądu śmierci stanowi pokaźna cześć utworu. Jest to obraz odrażający, makabryczny – jakby z lubością eksponowany przez autora. Ukazuje on, że śmierć – choć okrutna – jest nieprzekupna i sprawiedliwa, a przy tym nieuchronna. Z jej wypowiedzi wynika, że zajęcie swoje wykonuje z pasją:
            „Toć me nawiętsze wiesiele,
            Gdy nam marzyć żywych wiele:
            Gdy się jimę z kosą plęcać,
            Chcę juh tysiąc pokęsać...”

Wobec śmierci wszyscy ludzie są równi, nikt nie ma u niej względów – papież jest równy najlichszemu żebrakowi. Polikarp szuka możliwości skrycia się lub ucieczki przed śmiercią. Na nic jednak wszelkie wysiłki – każdy musi umrzeć, a śmierć odrobinę względów będzie miała tylko dla ubogich i dobrych mnichów, którzy nie boja się „jej kary”, bo człek dobry umierając „nic nie traci” i „pójdzie w niebieskie radości”.
Śmierć tłumaczy, że otrzymała od Boga zadanie i teraz wykonuje tylko należące do niej pracę. Rozpoczyna taniec, w którym jej partnerami stają się wszyscy ludzie. Taniec śmierci, słynny dance macabre to motyw wspólny dla wszystkich średniowiecznych utworów, w których pojęto temat śmierci. Ta alegoria ma uzmysłowić ludziom wzajemną równość w godzinie zakończenia życia, wywołać lęk i smutek.
            W czasach średniowiecza istniało przekonanie, że śmierć człowieka uzależniona jest od tego, jak żył. Ludzie prawi i uczciwi powinni, zatem umierać lekko, zaś ludzie źli i występni – w mękach i cierpieniu.
Odnosi się to między innymi do tytułowego bohatera „Pieśni o Rolandzie”. Śmierć Rolanda na polu walki przedstawiona została w sposób niezwykle poetyczny. Ostatni moment jego życia nabiera wymiaru symbolicznego: „Biegnie rycerz pędem na szczyt góry, położył się na zielonej murawie twarzą do ziemi. Pod siebie kładzie swój miecz i róg. Ku Hiszpanii odwrócił twarz.”
Roland umiera z przeświadczeniem, ze zasłużył na zbawienie, wypełnił, bowiem swój rycerski obowiązek do końca. Gdy bohater umiera, „Bóg zsyła mu swego Anioła Cherubina i Świętego Michała opiekuna, a z nimi przyszedł i święty Gabriel. Niosą dusze do hrabiego do raju.”
            Również w „Dziejach Tristana i Izoldy” śmierć jest wyidealizowana, uświęcona. Zaś Izolda umiera, gdy widzi martwego Tristana.
W „dziejach Tristana i Izoldy” śmierć została przedstawiona całkowicie odmiennie niż w omawianych utworach średniowiecza. Jest ona dobrodziejką, wybawicielem, a co najważniejsze wprowadza kochanków w obszar zaświatów, gdzie będą mogli się połączyć, wyzwala od ziemskich praw i ograniczeń. Śmierć w „Dziejach Tristana i Izoldy” nie rozdziela, nie łączy, a w ten sposób zostaje w literaturze przedstawiona po raz pierwszy.
            Często spotykany w literaturze średniowiecznej motyw śmierci miał służyć podkreśleniu znikomości i kruchości życia, przypominać o jego doczesności oraz odpowiedzialności za życie ziemskie pod trybunałem pozaziemskim, surowym i bezwzględnym, przed którym tylko sprawiedliwi mogli stanąć bez obaw. Śmierć średniowieczna to jednak siła uwalniająca człowieka do wszystkiego, co ziemskie, przenosząca go w inny wymiar, pozwalająca odczuć szczęście zaświatów. I o tym także pamiętają twórcy średniowiecznych tekstów, których tematem jest śmierć.
            Szekspir również w swoich utworach zawarł motyw śmierci. Jego dramaty są niezwykle nowoczesne, zawierają ponadczasową tematykę, tworzą bohaterów, którzy wyrażają niepokoje człowieka każdego czasu, nawet człowieka współczesnego. Jest on poetą rzeczywistości. W swych utworach wprowadzając wiele postaci, mówi właśnie o jednej, ukazując jej psychikę, motywy działania, charakter, wnętrze zmagania.
Każdy utwór zaczyna się intrygą, która wywołuje inną, ta jeszcze inną, co doprowadza w końcu do katastrofy. Wprowadzając stopniowanie napięcia utwory Szekspira powodują wzrastające zainteresowanie widza. Dramaty te opierają się na konflikcie zewnętrznym, to znaczy zwalczających się dwóch przeciwnych idei, na przykład miłość Romea i Julii była w konflikcie z nienawiścią dzielącą ich rody. Główne postacie na ogół same na siebie ściągają wyrok, walcząc z istniejącym porządkiem rzeczy, chcąc urzeczywistnić swe idee.
            Głównym tematem Szekspirowskich dramatów jest namiętność. I tak na przykład w „Makbecie” ukazana jest różnorodność ludzkiej duszy targanej niepokojami: żądzą władzy, miłością. Przykład Makbeta świadczy o tym, że ambicja bycia kimś, niszczy czasami człowieczeństwo, sprowadza na drogę zbrodni i okrucieństwa. Dramat mówi też o przemijaniu życia i wartości doczesnych. Szekspir stara się przekazać nam, że człowiek stworzony jest do czynienia rzeczy dobrych i wszystkie odstępstwa od tego musza doprowadzić do tragicznych skutków, są, bowiem wbrew naturze. Zasada ta ujęta jest w słowa Makbeta: „Czyny przeciwne naturze rodzą przeciwny naturze niepokój”. Główny bohater pod koniec życia uświadamia sobie, że było ono bezsensowne. Życie trzeba przeżyć tak, by być nie tylko „rozwrzeszczanym głupcem”, ale człowiekiem, który czegoś dokonał, do czegoś doszedł.
Przesłaniem utworów Szekspira jest to, że sprawiedliwość istnieje i zawsze próbuje egzystować swe wyroki.
            Twórczość barokowa można podsumować zdaniem „memento mori”.
Daniel Naborowski w wierszu „Marność” krytykuje sobie współczesnych za hołdowanie doczesnym zbytkom. Pisze on:
            „Świat hołduje marnosci
            i wszystkie ziemskie własności; (...)
            nad wszystko bać się Boga –
            tak fraszka śmierć i trwoga.”

Autor zauważa, że, jeśli tylko ludzie będą się w życiu kierować przykazaniami Boga i będą żyć według jego praw, to nie muszą się obawiać śmierci i tego, co jest po niej.
            W romantyzmie śmierć łączyła się raczej z mesjanizmem, z poświeceniem dla innych, lecz są również utwory, w których śmierć została ukazana inaczej.
W wypadku Wertera śmierć stanowiła ucieczkę od rozpaczy życia, od załamania psychicznego po odrzuceniu przez swoją ukochaną. Werter był widocznie przekonany, że po śmierci czeka go nowe, lepsze życie. Takie jest przecież przekonanie większości samobójców.
Z kolei ballady Mickiewicza poruszają problemy moralne, z którymi my, współcześni, nie zawsze się zgadzamy. Omówmy „Lilije” – balladę o zbrodni mężobójstwa. Rzecz dzieje się za czasów Bolesława Śmiałego, który wydał rozkaz kary śmierci dla niewiernych żon swoich mężów biorących udział w wojnie. Bohaterka ballady nie dochowała wierności, nie zamierzała się jednak do tego przyznać, wiec zabiła męża i zakopała w ziemi, a potem zasiała lilie na grobie.
            Adam Mickiewicz w sonecie „Bakczysaraj” przedstawia obraz rozpadu niegdysiejszej stolicy chanów krymskich. Dawniej wspaniałe, pałace niszczeją pod wpływem czasu i działania natury przypominając, że nic nie jest wieczne i wszystko przemija.
           W dobie pozytywizmu Fiodor Dostojewski w „Zbrodni i karze” opisuje w drastyczny sposób mord, którego dokonał główny bohater, Raskolnikow. Autor dokładnie śledzi reakcje psychiczne mordercy, a więc: lęk, fizyczny strach, wahanie.
            W okresie Młodej Polski poeci, a zwłaszcza Tetmajer, w swojej twórczości (np. „Koniec wieku XIX” czy „Nie wierze w nic”) poszukuje nowych dziedzin egzystencji człowieka i nie znajduje pozytywnej odpowiedzi. Stosunek artysty do świata określają słowa: „wstręt mam”, „krzyk bólu”, „przekleństwo”. Lekarstwem na ból istnienia może być tylko śmierć.
Z kolei literatura współczesna powojenna oddaje groźbę wojny, realia bombardowania i śmierci (np. wiersze Baczyńskiego). Proza zaś (np. „Medaliony” Zofii Nałkowskiej) jest to obraz miejsc kaźni i pieców gazowych i refleksją: jak człowiek mógł tak krzywdzić, upokorzyć i zgotować drugiemu człowiekowi tak „nieludzką” śmierć. Literatura łagrowa i lagrowa – wyrosła z doświadczeń obozowych zarówno po stronie sowieckiej jak i hitlerowskiej.
            Malarstwo młodopolskie również zajmowało się motywem śmierci.
Znanym polskim artystą malarzem, w którego zbiorach są dzieła o tematyce śmierci, był Jacek Malczewski.
Pierwszym obrazem, który pasował go na malarza, była „Śmierć Ellenai”. Obraz przedstawia dwie główne postaci z poematu Słowackiego: wygnankę zmarłą przed chwilą i Anhellego. Ubogie wnętrze izdebki zesłańców na Syberii jest tłem dla Ellenai leżącej na barłogu. Jej jasne włosy rozsypały się szeroko na słomianym wezgłowiu. Białej twarzy i przezroczystych dłoni nie ogarnął jeszcze surowy chłód śmierci. Wygląda jakby spała. Jej towarzysz siedzi na pozór spokojny. Żaden gwałtowny ruch nie mówi o jego rozpaczy. Ale wystarczy spojrzeć na poszarzałą twarz o ściągniętych rysach, na zapadłe, podkrążone oczy, by zrozumieć ogrom jego cierpienia.
            Popowstaniową wizje utrwalił Malczewski w obrazie zatytułowanym „Śmierć na etapie”.
           Malczewski często myślał o swojej własnej śmierci. I nigdy nie jawiła mu się ona jako postać odrażająca lub budząca lęk. W wyobraźni artysty śmierć to młoda, śliczna kobieta, która z uśmiechem na ustach albo ze spokojną powagą kładzie miękko i dobrotliwie dłonie na zmęczone powieki – i niesie spokój, zapomnienie spraw ziemskich.
Na wielu obrazach, jak na przykład „Śmierć” Malczewski przedstawił starców, którzy wychodzą spokojnie na jej spotkanie.
            Bardzo często motyw śmierci był i nadal jest ukazywany w filmach. Wielu znanych reżyserów przekładało dramaty Szekspira na scenariusze. Często kręcono filmy lub przedstawiano na deskach teatru jego dzieła.
           „Juliusz Cezar” Josepha L. Mankiewicza jest wzorową adaptacją klasycznej tragedii mistrza. Akcja toczy się wokół zaszczyletowania Juliusza Cezara przez rzymskich senatorów pod wodzą Brutusa i późniejsze wojny miedzy republikańskimi buntownikami, a mścicielem zabitego wodza, Markiem Aureliuszem. Jest to wszystko, co u Szekspira najlepsze: zdrada, zemsta, dramat przeciwstawnych racji, konflikt silnych charakterów, podłość i szlachetność, wspaniałe monologi.
Innym dziełem Szekspira, które zostało zekranizowane jest „Ran” Akira Kurosawy. Jest to adaptacja „Króla Leara”. To film o braku litości, okrucieństwie, o tym jak zło, niczym echo, powraca w końcu do swojego sprawcy, by go zniszczyć. Tak jak sztuka Szekspira, dzieło Kurosawy opowiada o szaleństwie i chaosie, zrealizowane jest jednak z żelazną dyscypliną i precyzją - to obraz o ogromnej sile.
            Tragedia zdrady, zazdrości, podejrzeń i zbrodni od dawna fascynowała filmowców. Film Parkera to najrzetelniejsza kinowa wersja „Otella”. Jego film to ekranizacja bez udziwnień, aktualizacji czy ingerencji w tekst oryginału, jednak wzbogacona o dynamikę nowoczesnego kina.
Bardzo znanym i sławnym filmem jest ekranizacja cudownego dramatu „Romeo i Julia”. Cała opowieść Luhrmanna przypomina nowoczesny, szybko zmontowany teledysk, solidnie okraszony przebojami pop. „Romeo i Julia” to sztuka młodzieżowa, opowiadająca o nastolatkach i o nastoletniej, naiwnej, romantycznej pierwszej miłości, która jednak prowadzi do nieubłaganego końca, jakim jest śmierć tytułowych bohaterów.
            Śmierć jest nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji. Zbliżamy się do niej już od chwili przyjścia na świat. Często lękamy się o niej myśleć, nie jest obecna w naszym codziennych rozmowach.
Myślę, ze tak długo jak będzie istnieć czas oraz tak długo jak człowiek nie stanie się nieśmiertelny, motyw śmierci i zagadka jej oblicza będą zaprzątać umysły ludzi na całym świecie.

 

Prowokacyjny, makabryczny debiut Jeffrey'a Eugenidesa rozpoczyna się sceną samobójstwa z dziwacznej "serii" pięciu śmierci dorastających córek z rodziny Lisbonów.

Magiczna proza opisująca tragedię, która zdarzyła się podczas dojrzewania, roztrząsana z perspektywy dorosłego życia, zniekształcona ułomną pamięcią, pełną nostalgii za utraconą młodością. „Samobójczynie” wkradają się w nasze umysły, opowiadając pełne znaczenia historie w zupełnie zaskakującej formie.
„Pierwsza była Cecilia, najmłodsza, zaledwie trzynastolatka, wzorem stoików podcięła sobie żyły, leżąc w wannie. Kiedy ja znaleźli, zanurzona w różowej cieczy, miała żółte oczy osoby opętanej, a jej drobne ciało wydawało z siebie zapach dojrzalej kobiety.”
„Słyszeliśmy odgłos jej kroków dokładnie nad naszymi głowami. W połowie schodów na pierwsze piętro kroki ucichły, lecz trzydzieści sekund później usłyszeliśmy, jak jej ciało spada na biegnący wokół domu płot. Najpierw rozległ się szelest – jak później uznaliśmy, spowodowany wypełnianiem się jej sukni ślubnej powietrzem. Trwało to krótko. Ludzkie ciało spada szybko. To była właśnie główna sprawa: fakt, że człowiek nabiera własności czysto fizycznych i spada z prędkością kamienia. Nie miało znaczenia, czy jej mózg wciąż funkcjonował po drodze na dół albo czy żałowała tego, co zrobiła, albo czy miała czas skupić wzrok na przybliżających się do niej błyskawicznie szpikulcach płotu. Jej umysł przestał istnieć w jakikolwiek liczący się sposób. Powietrze zaszumiało, raz, potem szarpnął nami wilgotny łomot, dźwięk pękającego arbuza, i na tę chwilę wszyscy pozostali nieporuszeni i skoncentrowani, jakby słuchali orkiestry: uszy nastawione, lecz niedające jeszcze wiary temu, co do nich dochodzi. Potem pani Lisbon, jakby była sama powiedziała: - O mój Boże.
...Przez boczne okno ujrzeliśmy pana Lisbona stojącego wśród krzewów. Kiedy wyszliśmy drzwiami frontowymi, zobaczyliśmy, że trzyma Cecilię, jedną ręką pod szyję, drugą pod kolana. Usiłował zdjąć ją ze szpikulca, który wbił się jej w lewą pierś, przewędrował przez jej nieodgadnione serce, rozdzielił dwa kręgi, nie miażdżąc żadnego z nich, i wyskoczył na plecach, rozdzierając suknię i ponownie wydostając się na powietrze. Szpikulec przedziurawił ją tak szybko, że nie było na nim krwi. Był idealnie czysty, a Cecilia przypominała akrobatkę balansującą na tyczce.”
„Najprawdopodobniej Bonnie zabiła się, kiedy my siedzieliśmy w salonie, marząc o autostradach. Mary włożyła głowę do piekarnika wkrótce potem, po usłyszeniu, jak Bonnie wykopała spod siebie kufer. Były gotowe przyjść sobie nawzajem z pomocą, gdyby zaszła taka konieczność. Mary być może jeszcze oddychała, gdy przeszliśmy obok, schodząc na dół, mijając ją o niewiele ponad pól metra, jak później zmierzyliśmy. Therese, nafaszerowana proszkami nasennymi, które popiła ginem, była już właściwie martwa, kiedy weszliśmy do domu. Lux pożegnała się z życiem ostatnia, dwadzieścia do trzydziestu minut po naszym wyjściu. Uciekając i krzycząc bezgłośnie, zapomnieliśmy zajrzeć do garażu, gdzie wciąż grała muzyka. Znaleziono ja na przednim siedzeniu, szarą na twarzy i pogodną, z zapalniczką, której rozżarzone spirale wżarły się jej w dłoń.”

           

             

Zdjęcie: Jacek Iwaszko

Iluzja śmierci

Spotkałem cię kiedyś przypadkiem
Gdy nocą ciemną zmierzałem
W poprzek i wzdłuż twoich ramion
Zgubić ze strachu cię chciałem

Pragnąłem spojrzeć Ci w oczy
W tę głębię nieodkrytą
Byś pozwoliła mi zasnąć
W wagonie życia za życiem

Nieprzeniknione spojrzenie
Za czarną bielą schowane
Nie pozwoliło mi jeszcze
Za tobą podążyć wcale

Mimo iż moc twa niemała
Jednak podległą tu jesteś
I wreszcie to zrozumiałem
Że czekać nawzajem będziem


Lecz gdybyś przyszła choć dzisiaj
I płomień życia zgasiła
I gdyby los odzyskać twoja natura siłą
Odmienić mogła!

Tą chwilę uwielbiłbym szczerze
Milczącym patrzyłbym wzrokiem
I złożył tobie w ofierze
Mą duszę samotną z amokiem.

Lecz było to tylko iluzją
Nędznym, bladym zdarzeniem
Gdyż śmierci nie poznasz przed burza
Radości i smutków u siebie.

Zdjęcie: Jacek Iwaszko


...wstecz...                  ...zostaw po sobie ślad...